Inwestujcie w kamerki ;)
: 25 wrz 2026, 23:10
Długo się zastanawiałem, czy dzielić się z wami tą sytuacją, ale stwierdziłem, że w moim przypadku, kamerka mocno ułatwiła mi życie a kto wie, czy może i nie du... tyłek 
Sytuacja miała miejsce w drodze do Radomia, na zapowiadane wcześniej spotkanie w związku z rocznicą śmierci naszego forumowego przyjaciela Tomka. Plan był taki, że po drodze do Radomia, miałem odebrać kolegę mireks z miejscowości pod Warszawą, i dalej jechać z nim razem. Żeby dojechać do Mirka, w okolicach Warszawy, musiałem się "przecisnąć" przez kawałek dróg lokalnych (czytaj: klasyczna droga krajowa
) i jakieś 4 km przed punktem odbioru Mirka spotkała mnie taka oto sytuacja: obszar niezabudowany, długa prosta, wyprzedzam tych, co "zamulają" (jadą poniżej 90 km/h
). Dorwałem kawałek prostej, gdzie nagle zrobiło się pusto, więc sytuacja pozwoliła mi na wyprzedzenie całego ciągu pojazdów, które jechały wolniej
Problem polegał na tym, że zaraz przed obszarem zabudowanym, przed którym chciałem zdążyć z całym manewrem, a gdzie "na czele" jechał ciągnik rolniczy, nagle pewien pan z Hundaya stwierdził, że zrobi dokładnie to samo co ja, tylko że... zrobił to centralnie mi przed maską
Nie zdążyłem nawet zareagować, aby wcisnąć klakson - ostre hamowanie, ale niestety zabrakło ciut metrów... a na nagraniu wyglądało to tak:
No i "cmoknąłem" gościa tak, że aż mu d... zatańczyła... Po zdarzeniu zjechaliśmy na przystanek autobusowy (co widać na nagraniu).
Pan wysiadł, spojrzał na uszkodzenia, i wyjechał mi z tekstem: "ma pan autocasco ?"
Grzecznie odpowiedziałem, że: "owszem, mam, ale co to zmienia ?"
Pan odpowiedział: "no jak to co ? Przecież Pan uderzył mnie w tył !"
Odpowiedziałem: "no tak... tylko że jak byłem podczas wyprzedzania, a kiedy miałem pana wyprzedzić, pan wjechał mi centralnie pod maskę !"
Pan na to: "No to nie wiem ile musiał pan zapierd..., bo ja pana nie widziałem, pan mi wjechał w tył, ja się do winy nie poczuwam, ja panu oświadczenia nie spiszę..."
Odpowiedziałem: "No ja panu tym bardziej nie spiszę, ja byłem w trakcie wyprzedzania, pan wymusił na mnie pierwszeństwo, nie zdążyłem wyhamować, ja się do winy za zdarzenie tym bardziej nie poczuwam..."
Pan odpowiedział: "No to wzywamy policję..."
Odpowiedziałem: "No to jak najbardziej, wezwijmy policję..."
Panu udało się wezwać policję, po czym wraz z współtowarzyszami podróży stanęli obok auta oczekując na przyjazd patrolu...
Ja w tym czasie (akurat miałem laptopa ze sobą), ze stoickim spokojem, otworzyłem bagażnik, wyjąłem z torby laptopa, wsiadłem na miejsce pasażera, uruchomiłem laptopa i wyciągnąłem z kamerki w aucie kartę pamięci, po czym włożyłem ją do laptopa i zgrałem ostatni nagrany na niej filmik... Odtworzyłem go, no i... BINGO ! Filmik macie wyżej
Pan szedł w zaparte, więc nie przyznawałem się, że mam nagranie, ale z drugiej strony, oni też widzieli, że mam kamerkę oraz że przy niej grzebię i robię coś na laptopie...
Po ok. godzinie oczekiwania, przyjechał patrol - dwójka policjantów (kobitka i facio
) na motorach. Z uśmiechem na ustach podeszli, spojrzeli co jest grane i roześmiani zapytali: "co ? dwójka dorosłych facetów i nie może się dogadać ?" 
Odpowiedziałem, że no niestety nie, bo Pan sprawca nie czuj się winny a sytuacja wyglądała... i tutaj opisałem dokładnie cały przebieg zdarzenia
Pani policjantka stwierdziła, że potrzebuje "pomocy dydaktycznych" i na poboczu znalazła kawałek kredy, lub czegoś podobnego, i zaczęła na chodniku rozrysowywać całą sytuację.... jezdnia, linie rozdzielające, auta jadące i ja wyprzedzający... przerwałem jej
Powiedziałem: "niech pani się nie trudzi, szkoda pani czasu, ja pani dokładnie pokażę jak to wyglądało"
Po czym wyciągnąłem z auta laptopa i odpaliłem funkcjonariuszom nagranie 
Po owocnym seansie, policjantka spojrzała na pana z Hundaya i stwierdziła: "no proszę pana... przecież to ewidentnie pana wina !"
Pan z Hundaya zbladł już w momencie oglądania nagrania i chyba wiedział, co zaraz usłyszy

Efekt: Pan otrzymał mandat w wysokości 1030 zł i 10 pkt karnych
Konkluzja:
Na szczęście udało mi się wyhamować na tyle, że tylko "cmoknąłem" gościa - uszkodzenia w aucie są na tyle delikatne, że mogłem kontynuować jazdę. Gdyby facio zdecydował się na ten manewr ułamek sekundy później, to... obydwoje chyba leżelibyśmy w przydrożnym rowie
Gdyby nie nagranie z kamery, to nie dość, że kwitlibyśmy tam cholera wie ile czasu analizując "rysunki" pani policjantki, to jeszcze nagle powstałaby kwestia: słowo przeciwko słowu
Pan uważałby, że "uderzyłem go w tył" i tyle... nie wiem, czy Policja doszłaby do tego, że rzeczywiście byłem podczas wyprzedzania... oczywiście świadkowie zdarzenia rozjechali się każdy w swoim kierunku 
Dlatego stwierdzam: kamerka w aucie to zaje...fajna rzecz
POLECAM

Sytuacja miała miejsce w drodze do Radomia, na zapowiadane wcześniej spotkanie w związku z rocznicą śmierci naszego forumowego przyjaciela Tomka. Plan był taki, że po drodze do Radomia, miałem odebrać kolegę mireks z miejscowości pod Warszawą, i dalej jechać z nim razem. Żeby dojechać do Mirka, w okolicach Warszawy, musiałem się "przecisnąć" przez kawałek dróg lokalnych (czytaj: klasyczna droga krajowa
No i "cmoknąłem" gościa tak, że aż mu d... zatańczyła... Po zdarzeniu zjechaliśmy na przystanek autobusowy (co widać na nagraniu).
Pan wysiadł, spojrzał na uszkodzenia, i wyjechał mi z tekstem: "ma pan autocasco ?"
Grzecznie odpowiedziałem, że: "owszem, mam, ale co to zmienia ?"
Pan odpowiedział: "no jak to co ? Przecież Pan uderzył mnie w tył !"
Odpowiedziałem: "no tak... tylko że jak byłem podczas wyprzedzania, a kiedy miałem pana wyprzedzić, pan wjechał mi centralnie pod maskę !"
Pan na to: "No to nie wiem ile musiał pan zapierd..., bo ja pana nie widziałem, pan mi wjechał w tył, ja się do winy nie poczuwam, ja panu oświadczenia nie spiszę..."
Odpowiedziałem: "No ja panu tym bardziej nie spiszę, ja byłem w trakcie wyprzedzania, pan wymusił na mnie pierwszeństwo, nie zdążyłem wyhamować, ja się do winy za zdarzenie tym bardziej nie poczuwam..."
Pan odpowiedział: "No to wzywamy policję..."
Odpowiedziałem: "No to jak najbardziej, wezwijmy policję..."
Panu udało się wezwać policję, po czym wraz z współtowarzyszami podróży stanęli obok auta oczekując na przyjazd patrolu...
Ja w tym czasie (akurat miałem laptopa ze sobą), ze stoickim spokojem, otworzyłem bagażnik, wyjąłem z torby laptopa, wsiadłem na miejsce pasażera, uruchomiłem laptopa i wyciągnąłem z kamerki w aucie kartę pamięci, po czym włożyłem ją do laptopa i zgrałem ostatni nagrany na niej filmik... Odtworzyłem go, no i... BINGO ! Filmik macie wyżej
Pan szedł w zaparte, więc nie przyznawałem się, że mam nagranie, ale z drugiej strony, oni też widzieli, że mam kamerkę oraz że przy niej grzebię i robię coś na laptopie...
Po ok. godzinie oczekiwania, przyjechał patrol - dwójka policjantów (kobitka i facio
Odpowiedziałem, że no niestety nie, bo Pan sprawca nie czuj się winny a sytuacja wyglądała... i tutaj opisałem dokładnie cały przebieg zdarzenia
Pani policjantka stwierdziła, że potrzebuje "pomocy dydaktycznych" i na poboczu znalazła kawałek kredy, lub czegoś podobnego, i zaczęła na chodniku rozrysowywać całą sytuację.... jezdnia, linie rozdzielające, auta jadące i ja wyprzedzający... przerwałem jej
Po owocnym seansie, policjantka spojrzała na pana z Hundaya i stwierdziła: "no proszę pana... przecież to ewidentnie pana wina !"
Efekt: Pan otrzymał mandat w wysokości 1030 zł i 10 pkt karnych
Konkluzja:
Na szczęście udało mi się wyhamować na tyle, że tylko "cmoknąłem" gościa - uszkodzenia w aucie są na tyle delikatne, że mogłem kontynuować jazdę. Gdyby facio zdecydował się na ten manewr ułamek sekundy później, to... obydwoje chyba leżelibyśmy w przydrożnym rowie
Gdyby nie nagranie z kamery, to nie dość, że kwitlibyśmy tam cholera wie ile czasu analizując "rysunki" pani policjantki, to jeszcze nagle powstałaby kwestia: słowo przeciwko słowu
Dlatego stwierdzam: kamerka w aucie to zaje...fajna rzecz